Kiedy więc po pięćdziesięciu latach Wilk wysiadł na stacji Jercewo
i z pobliskiego pagórka spojrzał na rozciągający się przed nim „zamknięty posiołek”, odniósł wrażenie, że znalazł się w tekście Grudzińskiego, że z jego doświadczenia spoglądał na okolicę. I mimo że nigdy wcześniej tam nie był, miał poczucie, że znał tam każdy kamień, każde drzewo, że wszystko było takie samo, jak zapamiętał to Grudziński: te same baraki, z których unosiły się pionowe słupy dymów, te same światła paliły się w oknach, te same cztery sylwetki łagiernych strażnic górowały nad posiołkiem. I tylko w jednym Herling nie miał racji – Jercewo nie leży nad Morzem Białym. I o ile pisarzowi można tę „niefrasobliwość” wybaczyć, o tyle powtarzanie owej klukwy przez badaczy jego twórczości, jest niewybaczalne – twierdzić, że Jercewo leży nad Morzem Białym, to jakby mówić, że Zakopane leży nad Bałtykiem, to mniej więcej ta sama odległość – konstatuje Wilk (W s. 57).
Wykorzystując legitymację zagranicznego korespondenta, Wilk zdołał odwiedzić kilka miejsc, które zostały opisane w Innym świecie. Miał też przez chwilę w rękach akta Grudzińskiego – więźnia numer 1872. Zgodnie z rosyjskim prawem po pięćdziesięciu latach od opuszczenia łagru teczki skazańców mogą być odtajnione, ale chyba sam Wilk do końca nie wierzył w pomyślne rozpatrzenie jego prośby. Stąd też zamiast spisywać dane od ręki, kiedy już miał przed sobą opasły tom dokumentujący pobyt Herlinga w Jercewie, pisarz dość lekkomyślnie, po pobieżnym przejrzeniu, poprosił o zrobienie kopii. Sam udał się na zwiedzanie zony, niestety po powrocie okazało się, że bez zgody naczelnika łagrów, generała Striełkowa, nie ma prawa przebywać na terenie posiołka, a tym bardziej oglądać akt więźniów, nawet odtajnionych. I choć pół roku później, już w Moskwie, umożliwiono mu sfotografowanie teczki Herlinga, to na pierwszy rzut oka widać było, że została ona ocenzurowana, pozbawiona wielu istotnych dokumentów.
Wizytę w łagrze opisał Wilk w swoim liście do Grudzińskiego i choć osobiście pisarze nigdy się nie spotkali, ich tropy przecinały się niejednokrotnie:
w Jercewie, przez telefon, w jego [Grudzińskiego – dop. M.F] dzienniku i w moim [Wilka – dop. M.F], w „Kulturze” i na łamach „Plusa – Minusa”, w naszej korespondencji… Można by powiedzieć, że od jakiegoś czasu pletliśmy wspólny tekst – w obu rozumieniach łacińskiego tekstum. Po śmierci Herlinga –konstatuje Wilk – doplatam go sam. Więcej na: http://biznes.vxm.pl
Warto zauważyć, że nitki, z których pisarze pletli wspólny tekst, sięgają poza Jercewo i Inny świat. Sam pomysł wyprawy do łagru zrodził się w Wołogdzie, rodzinnym mieście Warłama Szałamowa, do którego Wilk przyjechał na panichidę, czyli mszę żałobną w dziesiątą rocznicę śmierci autora Opowiadań kołymskich. Wtedy właśnie przekonał się, że Jercewo nie leży nad Morzem Białym, jak w swojej książce napisał Grudziński, a zaledwie cztery stacje kolejowe za Wołogdą, na trasie wiodącej do Archangielska. Wizyta w łagrze była zatem naturalną konsekwencją tego „odkrycia geograficznego”.
Do Wołogdy natomiast Wilk przyjechał na zaproszenie Borysa Nikołajewicza Lesniaka i Niny Władimirowny Sawojewej, niejako spadkobierców Szałamowa,
a zarazem bohaterów jego prozy.
Nina Sawojewa przyjechała na Kołymę dobrowolnie w 1940 roku, po ukończeniu medycyny w Moskwie, a Borys Lesniak trafił do łagru w 1938 roku
z wyrokiem ośmiu lat więzienia. Połowę z nich przepracował w kopalni, drugą – jako felczer w centralnym szpitalu „Bielicze”, w którym głównym lekarzem była „Czarna Mama” – tak zeka nazywali Ninę Władimirownę, i tak utrwalił ją Szałamow w swoich opowiadaniach (W s. 224-225).
Kiedy Szałamow trafił na „Bielicze” był krok od śmierci, „Czarna Mama”
i Borys Nikołajewicz nie tylko pomogli mu wrócić do zdrowia, ale jeszcze przez dwa lata chronili go przed pracą na wyrobisku, zatrzymując w szpitalu w charakterze organizatora kultury. Zachowały się nawet zdjęcia, na których Warłam Tichonowicz
w białym fartuchu czyta pacjentom gazetę. Wilk miał okazję oglądać tę bogatą kolekcję pamiątek po Szałamowie zgromadzoną przez Borysa Nikołajewicza. Ten chętnie o nich opowiadał, jak również o samym Szałamowie, gdyż upatrywał w Wilku przyszłego biografa autora Opowiadań kołymskich:
Zabawne – zauważył razu pewnego Borys Lesniak – że bohaterowie opowiadań rozmawiają o swoim autorze
z przyszłym jego biografem (W s. 226).