Od początku Holocaustu autorzy tekstów opowiadających o Zagładzie poszukiwali odpowiedniej formy, zdolnej objąć zdarzenia, których byli świadkami. Wątpliwości dotyczyły zarówno języka, jak i sposobu opowiadania. Bo czyż dotychczasowy język był w stanie dać wyraz zbrodniom, których świat dotąd nie znał, nie widział? Jaka forma tekstu może przekazać ogrom cierpień ludzi poddanych masowej eksterminacji? W jaki sposób zapisać te doświadczenia i czy należy czynić to za pomocą tekstów literackich?
Spór o literackość świadectw o ludobójstwie trwa już długie lata i pozostaje nadal nie rozstrzygnięty. Jerzy Jedlicki trafnie ujął sedno tego problemu, zauważając, że
gdy literatura chce pełnić funkcję świadectwa – świadectwa osobiście przeżytego losu zbiorowego – nie jest łatwo rozstrzygnąć, kiedy i które świadectwo staje się literaturą. Zawodzą tu kryteria odróżniające prostą sprawozdawczą relację od utworu pisanego z zamysłem artystycznej ekspresji. (…) Gdy literatura chce pełnić funkcję świadectwa nie chce się nawet nazywać literaturą. Sama myśl, że Zagłada mogłaby zostać spożytkowana do tworzenia dzieł kunsztownych i pięknych, zdawała się profanacją, absurdem .
Dokumentowanie zbrodni Holocaustu za pośrednictwem dyskursu literackiego ma wielu przeciwników, którzy twierdzą, że najbardziej wartościowym pisarstwem
o ludobójstwie jest to, które sięga po dyskurs historyczny . Literatura w przeciwieństwie do historii nie przekazuje faktów bezpośrednio. Jest narracją, w której oprócz wydarzeń obecna jest także metafora. Metafora natomiast nie sprzyja konkretności, dosłowności Holocaustu, który przecież nie jest przenośnią, ale faktem. Literatura zatem zniekształca prawdziwy obraz wydarzeń, jedynie dyskurs historyczny przekazuje prawdę o Zagładzie.
Takie podejście natrafia na istotną przeszkodę w postaci tak zwanej literatury dokumentu osobistego. Dzienniki, pamiętniki, wspomnienia należą bowiem zarówno do dyskursu historycznego, jak i literackiego. Ta podwójna przynależność nie ma jednak charakteru konfliktowego: literackość dzienników nie odbiera im ich wartości historycznej, dzienniki skupione na faktach nie przestają być literackie. Przekazują one relację
o aktualnych wydarzeniach, co prawda relację subiektywną i niepełną, ale jako teksty źródłowe, nie zaś rozwinięty dyskurs historyczny, mają do tego prawo . Każda opowieść
o wydarzeniach podlega zabiegowi fabularyzacji, każdy dyskurs, czy to literacki, czy historyczny, porządkuje zdarzenia, wpisuje je w jakiś schemat fabularny. Tak więc nawet w dyskursie historycznym nie ma ucieczki przed literackością.

Pokrewny blog:  http://lpo.com.pl